Archiwa tagu: Ameryka Południowa

Na granicy Puerto Obaldia

puerto obaldíaGdzie bylem jak mnie nie było? Hmmm, na końcu świata, Puerto Obaldia, klimaty takie że aż miło, palmy plaża, posterunki wojskowe. Nie wypuszczają cię za wioskę bo niby guerilla. Zero samochodów, parę rowerów, niedzielny mecz baseballa, muzyka i piwo, piwa nie brakuje. Żeby tu dotrzeć trzeba jechać cały dzień z Cartageny, autobus ze dwa razy coś z podwozia stracił, ale jakoś go macherzy zreperowali. Było wkoło cały czas zielono, później mocno wertepiasto a na koniec Turbo – portowo-przemytnicze klimaty. Czytaj dalej Na granicy Puerto Obaldia

Trynidad, Tobago, Barbados

tobagoDobry dzień z Trynidadu. państwa, gdzie przewodnia silą napędową społeczeństwa jest „gangsta rap”. Murzyńsko tu generalnie, chłopaki noszą złote łańcuchy, jeżdżą wypasionymi, stuningowanymi furami, a kobietki się w to wszystko idealnie wpasuje jeśli wiecie co mam na myśli. Jakbym się przeniósł na plan amerykańskiego teledysku, he he. Choć oczywiście to wielkie uproszczenie. w wielu miejscach królują nieziemsko piękne rytmy reggae, w przeróżnych konfiguracjach. wiecie jakie klimaty? Wpadasz na bramki imigracyjne a tam kolesie cie stemplują z dreadami po pas. Czytaj dalej Trynidad, Tobago, Barbados

Medellin i dolina Cocora

Medellin

colombiaSą takie miasta które z samej nazwy chciałoby się odwiedzić, co nie? Sajgon, Bejrut, Kinszasa czy właśnie Medellin. Kiedyś szalał tu słynny Jeffe kartelu kokainowego Meddelin. Pablo Escobar, ale dorwali go w końcu w 1994 i teraz to już tylko historia. Medellín niby niewiele ma z zabytków, ale jest świetnym miastem. Można sobie pooglądać w centrum belonokształtne rzeźby Botero, po prostu popatrzeć na ludzi. Czytaj dalej Medellin i dolina Cocora

Wenezuela i Kolumbia

Wylądowałem w strefie kawy. Salento, Kolumbia. Mam cały barak powiedzmy dla siebie póki co. Widoczek na plantację choć tak naprawdę jej nie widać bo ciemno jest. Izraelita zostawił mi fajną muzę. W ogóle na temat podróżujących żydów można by napisać książkę.

caracasDobra, ale nie o tym. Coś mało ostatnio pisałem, ale palma mam częściowo nieczynnego, a poza tym się naprawdę trudno zmobilizować. A czasem nie ma warunków do pisania. Z Trynidadu zafundowałem sobie drogi rejs do Wenezueli. Tam w ciągu paru miesięcy jak tam bylem dolar spadł z 5.5 do 3.1 boliwara wiec ceny skoczyły. Nocny do Caracas , meczyk polaków tamże obejrzałem, ale problemy były bo el presidente zaczął nadawać i lokalni sami nie wiedzą czy będzie gadać trzy czy cztery godziny. Ale złapałem meczyk na ESPN. Czytaj dalej Wenezuela i Kolumbia

Gujany Trzy!

(1)_ beach-1155849_960_720 (385x278)No I znów jestem w drodze. Już od 10 dni. Tym razem niby w Ameryce Południowej ale jednak nie bardzo. Bardziej na Karaibach, bo to tego typu klimaty tutaj. Zacząłem w Gujanie Francuskiej, potem przez Surinam I teraz siedzę w Georgetown Gujanie. Jutro lecę na Trynidad I potem stateczkiem do Wenezueli, Kolumbia i po kolei kraje Ameryki Środkowej I kończę 11 sierpnia w Mexico City. To będzie chyba interesująca trasa!

Gujana Francuska

Gujana Francuska zabiła mnie swoimi cenami I gdzieś dyndałem na hamaku,w ramach ciecia kosztów. Naprawdę jest tu drożnej niż w Paryżu, bo miałem okazje wieczór tam spędzić I porównywałem ceny. Popatrzyłem z hamaka na trochę dżungli. Głownie padało. Oprócz tego padało. I padało. Rakieta przez to nie poleciała w kosmos, choć pojechałem tam głownie to zobaczyć. Za to żółwie nie zawiodły! Na plaży przy rzece Maroni wpadającej do Atlantyku widziałem piękne potężne leatherbacki składające jaja na plaży. Iście kosmiczne wrażenia. Inny świat. Przemokłem do suchej nitki ale było warto.

Później było Paramaribo, którego główna atrakcja jest sączenie piwa Parbo i podglądanie miasta na tle holenderskiej kolonialnej zabudowy. To najfajniejsza z gujańskich stolic I milo się tamtędy spaceruje.

Gujana

Była kolonia brytyjska. Jest chyba najbardziej karaibska. Pełno palm, rastamanów i rumu. Georgetown to taka większa wioska i do tego ma złą – przestępczą sławę. Luzik na ulicach, ale w gazetach rzeczywiście sporo piszą o przestępczości. Trochę “wujowsko” poleciałem małym samolocikiem zobaczyć przepiękny wodospad Kaieteur. Chyba lepiej by smakował zdobywany lądem, ale I tak było warto. Klimaciki typu stołowe tepuis, gęsta dżungla. Dywany gęstego zielonego jak lecisz samolocikiem. Pięknie.
Jutro lecę do poprzedniej krainy Beenhakera – Trynidadu I Tobago. Tam będę kibicował naszym, może wreszcie włupiemy Niemcom?! Ale tak sobie sprytnie zaplanowałem ze będę miał cały dzień przesiadkowy na Barbadosie. Zobaczymy jak tam jest.

Zobaczyć Perito Moreno

perito morenoPerito Moreno prezentuje się w pełnej okazałości dopiero z parkowych tarasów widokowych. Zostały one zbudowane na przeciwko czoła lodowca, na południowo-wschodniej stronie Półwyspu Magellana. Z góry widać jak szerokie jest czoło lodowca, liczące ponad 4 kilometry i jak długi jest sam jęzor który, szacowany na 65 kilometrów.

Jego powierzchnię trudno sobie wyobrazić – to 195 kilometry kwadratowe. To więcej niż powierzchnia całego Buenos Aires. Postrzępione szczyty wznoszą się na wysokość stu metrów nad poziom jeziora, przepaście pomiędzy nimi przekraczają natomiast dwieście pięćdziesiąt metrów. Choć z pozoru lodowiec wydaje się jednolitą bryłą, w rzeczywistości jest on zbudowany z firn – silnie zamarzniętego, ziarnistego śniegu, który to materiał okazuje się bardzo kruchy. Olbrzymie kawałki lodu, co rusz odpadają z czoła i walą się z trzaskiem do wody. Daje to efekt jakby strzelała ciężka artyleria. Niektóre z tych kawałków są takich rozmiarów, że wzbudzają fale na 5-6 metrów. Dryfują później jako samodzielne kry, aż do całkowitego rozpuszczenia się. Można tam siedzieć godzinami i podziwiać to dzieło natury, wsłuchując się w lodowe moździerze.

Calafate

Po powrocie do Calafate można  przyjrzeć się popiersiu wyrzeźbionemu w kamieniu i wystawionemu w miejskim parku. Pokaźna łysina, wąsy i broda oraz dobroduszny wyraz twarzy. Pod spodem znajduje się pamiątkowa tablica z napisem „Rzeczoznawca Francisco Pascasio Moreno, 1832-1919. Odkrywca krainy lodów.” Ciekawy człowiek – pozytywista, który poświęcił się pracy u podstaw na rzecz swojej ojczyzny, społeczeństwa i natury. Po zakończeniu tej misji, której wyniki uznała Anglia będąca sędzią w sporze terytorialnym pomiędzy Argentyną i Chile, Moreno rozpoczął działalność edukacyjną, zakładając przedszkola i szkoły dla biedoty. Otworzył pierwsze muzeum Patagonii i oddał połowę ziemi jaką otrzymał od rządu, aby utworzyć rezerwat przyrody. Na jego terenie znajduje się właśnie Narodowy Park Lodowców.

Rzeczoznawca Moreno został pochowany na cmentarzu La Recoletta w Buenos Aires, gdzie spoczywają zasłużeni dla Argentyny. W latach czterdziestych XX w. przeniesiono jednak jego resztki na wyspę Centinela na jeziorze Nahuel Huapi. Spoczywa na łonie patagońskiej natury, którą tak kochał. Statki oddają mu cześć syreną, przepływając tamtędy, a jego imię rozsławia gigantyczny jęzor lodu.