Oliana – Cambrils
Od samego rana zbierałem dowody na to, że Hiszpania nie jest krajem nizinnym. Sporo górek, wmordewind i temperatura dały nieźle w kość. Z tego gorąca zapomniałem o jedzeniu. Po śniadaniu kolejny posiłek zjadłem dopiero około trzynastej. Za to solidny. Odpocząłem godzinę. Po przejechaniu kilkunastu kilometrów nagle dopadł mnie kryzys, kompletny brak siły, szybkie tętno. Dodatkowe pół godziny odpoczynku przywróciły moc. Rowerowe podróże uczą wiele o własnym organizmie, jego możliwościach i ograniczeniach. Nigdy więcej nie zapomniałem o regularnych mini-posiłkach, a solidnie najadałem się jedynie wieczorami. Czytaj dalej Rowerem ze Szwajcarii do Hiszpanii cz.6

Kolejny dzień, według pierwotnych planów, miał być podjazdem w okolicę przełęczy Port d’Envalira. Stwierdziłem jednak, że miło by było w końcu gdzieś pomieszkać dłużej. Andora wyglądała bardzo kusząco. Aby było to możliwe musiałem „nieco” nadgonić. „Nieco” to najwyższa przełęcz Pirenejów do zdobycia na koniec dnia. Byłby to niezły wynik, bo nocowałem na wysokości 289 m, po drodze czekały na mnie trzy inne przełęcze. Na śniadanie dostałem 600 metrów podjazdu. Potem kolejny na 1253 m n.p.m., krótki zjazd, i w górę na 1431 m n.p.m. następnie długi zjazd na 750 do Ax-les-Thermes. Piękne widoki, ale idealnie wyprofilowana droga zachęcała szybkiego zjazdu. Stąd i zdjęć brak. Prędkości w okolicach 60 km/h, cudownie gładkie zakręty, wiatr we włosach… 
Niedziela była dniem solidnej pracy. Wiatr zmienił kierunek na południowy i południowo-zachodni. Oznaczało to, że od praktycznie cały dzień miałem czystej postaci „wmordewind”. Na niebie dwie chmurki skutecznie uciekały przed słońcem. Żar był nieznośny. Postanowiłem wcześniej wstawać, a podobnie jak na Korsyce między 13 a 15 robić sjestę. Mimo trudności udało się zrobić 130 km.
Po pandemicznej przerwie Polacy ruszają na odpoczynek. W tym roku najpopularniejszą destynacją jest… Polska. Jakie regiony skuszą naszych rodaków?