Kąpiel w Morzu Martwym
Szosą biegnącą równolegle do oddalonej o kilka kilometrów drogi, którą już raz jechaliśmy w Jordanii, dojeżdżamy do Morza Martwego. Tym razem pogoda jest przepiękna i nie musimy łapać stopa. Zresztą tu nie byłoby to już takie łatwe. Bartek, któremu psuje się rower, cały dzień usiłuje wydostać się ze stacji benzynowej. Ostatecznie wieczorem kupuje bilet na autobus. Przemek i ja jedziemy dalej rowerami. Jesteśmy 400 metrów poniżej poziomu morza. Robimy krótki postój i kąpiemy się w zbiorniku wielokrotnie bardziej zasolonym niż Bałtyku. Rzeczywiście można leżeć na wodzie! Morze to, nazwano martwym, gdyż z powodu zasolenia, nie ma w nim żadnych istot żywych. Poza plażowiczami oczywiście. Kąpiel w Morzu Martwym jest ponoć bardzo zdrowa. Od pewnego bardzo otwartego Duńczyka dowiadujemy się, że słona woda pomaga na prostatę. Czytaj dalej Tryptyk Bliskowschodni cz.3
W Jordanii pierwsza noc spędzamy na przejściu. Pan pracujący w informacji turystycznej, po telefonicznej konsultacji z osoba, którą określa mianem the big boss of the border, proponuje rozłożenie karimat na zadaszonym ganku swojego biura. Nazajutrz stopem udajemy się do Ammanu. W Polsce byłoby to pewnie niemożliwe, ale na Bliskim Wschodzie bardzo łatwo znaleźć transport dla trzech osób i to z rowerami. Podczas całej naszej wyprawy, kilkakrotnie przemieszczamy się w ten sposób. Pokonujemy tak około 700 kilometrów.
Wyprawę zaczynamy od najprzyjemniejszej części. Dwie doby spędzamy w Bambuniowozie mknącym jak rumak dziki z przelotowa prędkością bliską zeru przez bezkresne drogi Słowacji, Węgier, Rumunii, Bułgarii i Turcji. Bambuniowóz podobnie jak my dzielnie znosi podróż i pomimo tego, iż kilkakrotnie cały chowa się w dziurach na rumuńskich i bułgarskich drogach, dowozi nas do celu. Jesteśmy w Samandag niewielkiej wiosce pod granica turecko-syryjska. Tu językiem ciała Przemek porozumiewa się z właścicielem miejscowej stacji benzynowej odnoście pozostawienia na 3 tygodnie Bambuniowozu. Zabieramy rowerki, sakwy i przekonani, ze przez najbliższe 3 tygodnie naszą piosenką przewodnią będzie „I’d love to ride my bicycle” ruszamy ku przygodzie. 
Tohoku to przepiękny, bogaty kulturowo i prawie nieznany region Japonii. Region jest położony 200 km na północ od Tokio i zajmuje proporcjonalnie największą część wyspy Honsiu. Powierzchnia Tohoku jest porównywalna do Irlandii lub Litwy, natomiat populacja wynosi około 10 milionów ludzi. W skład regionu wchodzi sześć prefektur: Akita, Aomori, Fukushima, Iwate, Miyagi i Yamagata. Największym miastem jest Sendai, które liczy ponad 1 milion mieszkańców. 