Rowerem ze Szwajcarii do Hiszpanii cz.8

Guadix – Guajar Sierra

Guejar SierraPierwszy raz sobie pospałem. Ruszyłem leniwie po 11. Tego dnia miałem jedynie podjechać w pobliże Grenady, aby zająć dogodną pozycję do ataku na główny cel wyprawy: PICO VELETA 3398 m n.p.m.. Tak dobrze mi się jechało, że oczywiście pomyliłem drogi. Mapa też się czasami myliła, autorzy zapomnieli o przełęczy 1300. Całe szczęście, że nie był to dzień z cyklu 180 km do najbliższego kempingu. Czytaj dalej Rowerem ze Szwajcarii do Hiszpanii cz.8

Salvador – najbardziej czarne miasto Brazylii

Karnawał w SalvadorSalvador to najbardziej czarne miasto Brazylii, skupiające ludność wywodzącą się od niewolników przywożonych tu parę wieków temu przede wszystkim z Angoli. Stąd miasto to jest silnie kojarzone z kultem candoble, sztuką walki capoeira i wszechobecna muzyka (zarówno w postaci surowych rytmów granych na instrumentach perkusyjnych, jak i pulsującego i agresywnego frevo baiano czy stosunkowo nowego stylu o nazwie axe). Czytaj dalej Salvador – najbardziej czarne miasto Brazylii

Studencki Klub Górski

sgkPrzynależność do działających przy uczelniach organizacji turystycznych to dla wielu jedyny pomysł na aktywny wypoczynek. Do tego różnorodny i tani.
Wykorzystują każdy weekend, żeby zorganizować krótki wypad za miasto, oraz wakacje, by wybrać się na interesującą wyprawę zagraniczną. A wszystko to po niezbyt wygórowanych cenach – studenckie kluby turystyczne, do których należą, nie prowadzą działalności gospodarczej, zapłata za wycieczkę jest więc równa kosztom jej organizacji. – Większość członków Studenckiego Klubu Górskiego to studenci UW, ponieważ działamy akurat przy tej uczelni. Ale klubowiczem może też zostać student innej uczelni, a nawet licealista czy absolwent – mówi Marek Ceroń, wiceprezes SKG UW. Czytaj dalej Studencki Klub Górski

Rowerem ze Szwajcarii do Hiszpanii cz.6

Oliana – Cambrils

cambrilsOd samego rana zbierałem dowody na to, że Hiszpania nie jest krajem nizinnym. Sporo górek, wmordewind i temperatura dały nieźle w kość. Z tego gorąca zapomniałem o jedzeniu. Po śniadaniu kolejny posiłek zjadłem dopiero około trzynastej. Za to solidny. Odpocząłem godzinę. Po przejechaniu kilkunastu kilometrów nagle dopadł mnie kryzys, kompletny brak siły, szybkie tętno. Dodatkowe pół godziny odpoczynku przywróciły moc. Rowerowe podróże uczą wiele o własnym organizmie, jego możliwościach i ograniczeniach. Nigdy więcej nie zapomniałem o regularnych mini-posiłkach, a solidnie najadałem się jedynie wieczorami. Czytaj dalej Rowerem ze Szwajcarii do Hiszpanii cz.6