Guadix – Guajar Sierra
Pierwszy raz sobie pospałem. Ruszyłem leniwie po 11. Tego dnia miałem jedynie podjechać w pobliże Grenady, aby zająć dogodną pozycję do ataku na główny cel wyprawy: PICO VELETA 3398 m n.p.m.. Tak dobrze mi się jechało, że oczywiście pomyliłem drogi. Mapa też się czasami myliła, autorzy zapomnieli o przełęczy 1300. Całe szczęście, że nie był to dzień z cyklu 180 km do najbliższego kempingu. Czytaj dalej Rowerem ze Szwajcarii do Hiszpanii cz.8

Najciekawszy był odcinek między Yeclą a Jumillą. Znowu zaczęły się górki. Po pokonaniu jednej z nich wyjechałem na rozległą kotlinę. Obraz jak z westernu: wypalona ziemia, pustkowie, palące słońce… Tylko czekałem aż pojawią się Indianie.
Nie od dziś wiadomo, że nauka poprzez zabawę przynosi najlepsze efekty. To dlatego tak bardzo dbamy o klimat kursów kitesurfingu prowadzonych w naszej szkole w Egipcie. 
Od samego rana zbierałem dowody na to, że Hiszpania nie jest krajem nizinnym. Sporo górek, wmordewind i temperatura dały nieźle w kość. Z tego gorąca zapomniałem o jedzeniu. Po śniadaniu kolejny posiłek zjadłem dopiero około trzynastej. Za to solidny. Odpocząłem godzinę. Po przejechaniu kilkunastu kilometrów nagle dopadł mnie kryzys, kompletny brak siły, szybkie tętno. Dodatkowe pół godziny odpoczynku przywróciły moc. Rowerowe podróże uczą wiele o własnym organizmie, jego możliwościach i ograniczeniach. Nigdy więcej nie zapomniałem o regularnych mini-posiłkach, a solidnie najadałem się jedynie wieczorami.